Dlaczego znowu chcemy wyprowadzić się za granicę?


Nasza wspólna przygoda z mieszkaniem poza terenami Polski zaczęła się już kilka lat temu. Wtedy,  obydwoje byliśmy jeszcze przed dwudziestką. Jako nadal nastolatkowie pragnęliśmy zacząć żyć razem, poznać wreszcie dorosłą codzienność i nauczyć się odpowiedzialności, której ciężko nabyć mieszkając z rodzicami. Wbrew pozorom początki nie były dla nas brutalne. Były cięższe, ale tak to właśnie z tymi początkami bywa, że nie zawsze potrafimy podjąć dobrą decyzję i niekoniecznie wiemy, która to ta dobra. Zresztą w życiu tak już jest i właściwie nie wiąże się to ściśle z początkami. 

Jak to się zaczęło?

Nasze pierwsze miejsce zamieszkania było skokiem na głęboką wodę. Rodzina jednego z nas była oddalona o 300 kilometrów,  drugiego zaś ponad 1000 km. My, rzecz jasna bez auta, skazani na transport publiczny, przy którym przejechanie 300 km, nie rzadko trwało 3 i pół godziny w jedną stronę – nie patrząc już na te 1000 km do Polski. 
Nauczył nas ten czas wielu rzeczy, a pozwolił przede wszystkim dorosnąć. Zasmakować szarej dorosłej codzienności i przekonać się na własnej skórze, jak to tak naprawdę wygląda w życiu. No bo nie oszukujmy się, pieniądze nie spadają z nieba, a naczynia same się nie zmywają. Problemy finansowe też każdy musi w życiu przejść dla swojego dobra. My też je mieliśmy! Podejścia do nich trzeba się nauczyć i wspólnie stawić mu czoła, nie uciekając za plecy rodzica, kiedy robi się źle i nieciekawie. Jakby nie było trzeba wziąć się w garść, zakasać rękawy i iść do przodu, powoli starając się wszelkie opłaty uregulować, zacząć oszczędzać, czy iść do dodatkowej pracy. Brzmi brutalnie, ale taka jest prawda. 

Wszelakiej maści problemy właściwie nie są wcale takie złe. My zawsze patrzymy na nie, jak wyzwanie od losu. Coś stanęło nam na przeszkodzie i nie ma innej drogi – znaczy zazwyczaj jest, ale nie w naszej naturze jest się wycofywać. Wspólnymi więc siłami staramy się małym krokami podejść, jak najbliżej przeszkody, a następnie przeskoczyć ją. I dajemy radę. 


Życie za granicą wcale nie jest takie straszne, jak je malują. W niektórych momentach jest trudniej. Brak znajomości języka daje niektórym się we znaki, my jednak już pokonaliśmy ten problem. Są jeszcze mankamenty, które można byłoby zmienić na lepsze, ale będą one zawsze. Mieszkanie w Danii otworzyło nam zaś oczy na ciekawy świat. Nie na lepsze, bo nie ma nic lepszego, niż żyć w Polsce koło rodziny, ale ciekawszy, pełen następnych przeszkód, które aż nas kuszą do ich przeskoczenia. W planach więc mamy nowe doświadczenia, chętnie cieplejsze... kto wie może niedługo spotkamy się we Włoszech, albo na Malcie? 





2 komentarze:

Adbox