Rubjerg Knude Fyr - zasypana latarnia


Dania nie posiada, ani gór, ani pustyń, jeziorami również niezbyt może się pochwalić. Czy więc jest nieciekawa? Skądże! Ma wszechobecną wodę, a do morza prawdopodobnie nigdy nie jest dalej niż godzina drogi autem. Ma też swoje klify i tajemnicze miejscówki, a my w jedną z nich właśnie się udaliśmy. 


Zasypana latarnia 

Miejscówka położona na zachodnim brzegu Północnej Jutlandii, bardzo blisko Lønstup i Løkken, jest często odwiedzana przez turystów. Wielu o tym miejscu wie, choć szczerze przyznam, że miejsce to nie jest tak promowane, jak być, moim zdaniem, powinno. O wiele więcej znajdzie się informacji o otwartych muzeach we wsiach – choć w tym wypadku bardziej pasowałoby określenie zbiory prywatne. Tuzin małych sklepików z antykami, czy domowych galerii widnieje na broszurach turystycznych, zaś o tak cudownym miejscu Duńczycy jakoś nie chcą mówić. Kto wie, może pragną trzymać to miejsce w tajemnicy? 

W każdym razie dosyć wcześnie, gdyż o rychłym poranku wyjechaliśmy z domu. Wsiedliśmy w auto, wbiliśmy w GPS nazwę latarni i po kilku godzinach podążania zawiłymi ulicami mijając pola i wsie byliśmy na miejscu. Okazać się jednak miało, że to wcale nie tak zaludnione miejsce, jak je inni opisywali. Parking – zwykły plac pomiędzy gęstą trawą – okazał się prawie pusty, zaledwie kilka aut. Jak się też okazało latarnia, z miejsca w którym stanęliśmy, zdawała się malutka i ledwie widoczna pomiędzy górami piachu! No i trzeba było tam wejść... wysoko pod górę...

Historia zasypanej latarni, czyli Rubjerg Knude Fyr historie 

Latarnia morska po raz pierwszy została uruchomiona w 1900 roku. Jednak już sześćdziesiąt kilka lat później została całkowicie wyłączona przez ciągle narastającą górę piasku. Wydmy wokół niej rosły w zatrważającym tempie i choć okazała się po tych latach niezdatna do użytku, to budynki obok niej – maszynownia, oraz dom latarnika – zmieniono na muzeum i kawiarnię. Jedynie na dwadzieścia lat, ponieważ już w 2002 całkowicie je zamknięto. Raptem dwa lata później piasek zasypał podstawę latarni, zaś budynki pochowane zostały po sam dach. Latarnie zbudowano na klifie Rubjerg Knude, około 200 metrów od morza, teraz jednak odległość ta diametralnie się zmieniła. Specjaliści proroczą, że morze pochłonie ją prawdopodobnie do 2023 roku. Warto się więc spieszyć. 

Czy warto zobaczyć Rubjerg Knude Fyr?


Oczywiście! Widok stamtąd jest nieziemski. Tak spodobało się nam to miejsce, że po kilku tygodniach byliśmy tam ponownie. Szczególnie zapierający dech w piersi jest jednak widok z latarni. Ostatnim razem jak byliśmy udało nam się trafić na wbudowane w latarnie metalowe schody, którymi można wejść na sam szczyt. Patrząc na rozchodzący się w oddali horyzont morza, czując bryzę na skórze twarzy i smak soli na ustach, człowiek utwierdza się w przekonaniu, że gdzieś tam znajdzie swoje miejsce na ziemi. To trochę jak stać u progu świata i po raz pierwszy widzieć na własne oczy, że nie jest on wcale taki mały. Bo okazuję się, że to co masz przed sobą, jest rozległe, tak wielkie, że nie możesz ująć tego swoim jednym spojrzeniem.


dania, latarnia

dania, klify, morze


dania, klify, morze

3 komentarze:

  1. Miejsce wydaje się byc bardzo ciekawe i tajemnicze! Śliczne widoki ♥

    londonkidx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, liczę, że do 2023 roku uda mi się zobaczyć latarnię na własne oczy. Szkoda, że morze ją całkowicie pochłonie :(
    Takie inspiracyjne miejsca są cudowne :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Urocze miejsce, szkoda że nie słyszałam o nim będac w Danii :).
    W Christiani byliśmy, ale tylko na krótki spacerze :D
    Pozdrawiam,
    Malwa

    OdpowiedzUsuń

Adbox