We wtorek 22 listopada cumuje do portu w Maladze statek towarowy. Patrzyliśmy na niego z Kamilem dłużej, niż planowaliśmy. Najpierw jak się zbliżał, później jak cumował do brzegu, a potem, jak portowe żurawie i małe pojazdy zaczęły krążyć przy jego boku niczym stado mrówek zaniepokojonych naruszeniem ich mrowiska. Ten proces nie trwał jakoś długo, co innego proces rozładunkowy, który znudził nas po kilku minutach i poszliśmy dalej. Jest coś w tym fascynującego. Z jednej strony, patrząc na wschód możesz uchwycić na zdjęciu Malagę, która wygląda jak rajska wyspa. Prezentuje się długą plażą i wysokimi palmami. Od zachodu miasto maluje się jednak zupełnie inaczej. Duży port przy którym cumują nie tylko statki turystyczne, ale także duże transportowce. Dziesiątki, jak nie setki ludzi wykonujących swoją pracę do późnej nocy. Tego samego dnia, już po zmroku, widzieliśmy ten sam transportowiec wciąż rozładowywany pod jasnym światłem reflektorów.
Malaga właśnie taka jest, z jednej strony stara się przypodobać turystą, z drugiej jednak wykorzystuje to, co zawsze było jej kręgosłupem. Nie odcina się od swojej industrialnej codzienności, która wciąż daje mieszkańcom stabilniejszą pracę niż stoisko z pamiątkami.
A jeśli chcesz poznać to miasto lepiej to poniżej opowiem Ci o najważniejszych atrakcjach w Maladze i o tym czego warto tam spróbować.
Spis treści
O Maladze
Malaga to miejsce, które na pierwszy rzut oka kojarzy się z plażami, palmami i pysznym jedzeniem. Ale pod tą „wakacyjną” warstwą kryje się jedno z najstarszych miast Europy, które od trzech tysięcy lat wchłaniało wpływy kolejnych kultur. To właśnie dzięki nim Malaga ma dziś tak wyjątkowy charakter. To Fenicjanie założyli tu pierwsze miasto, pod nazwą Malaka – Grecy byliby dumni. Po nich przyszli Kartagińczycy, a później Rzymianie, którzy zostawili po sobie m.in. teatr rzymski, stojący dziś u stóp Alcazaby. Już wtedy Malaga była ważnym portem i miejscem, gdzie mieszały się różne kultury. Największy ślad zostawili jednak Maurowie. Gdy weszli na południe Hiszpanii, stworzyli tu miasto tętniące życiem. Zbudowali piękne ogrody, dziedzińce i mury obronny m.in.: Alcazaba i Castillo de Gibralfaro. Dopiero później, w czasach chrześcijańskich, miasto zaczęło nabierać kształtu, który możemy widzieć dzisiaj. Katedra z niedokończoną jedną stroną (o niej później 😉 ), elegancką Calle Larios, tętniące życiem place i port, który rozwinął Malagę gospodarczo. Więc jak widzisz, przez wiele lat Malaga była dopracowywana przez różne kultury, które zawsze coś po sobie zostawiły i to widać na jej ulicach aż do dzisiaj.
No dobrze, więc zobaczmy teraz, co warto jest zrobić, będąc w Maladze.
Wejdź na wzgórze Gibralfaro lub Monte Victoria (Cerro San Cristóbal)
Jeśli chcesz zobaczyć Malagę z góry, masz dwie szybkie opcje. Gibralfaro jest bardziej popularne, z dobrze przygotowaną ścieżką. Z góry widać port, arenę byków, centrum i Morze Śródziemne. Wzgórze ma 130 metrów wysokości i to właśnie wokół niego Fenicjanie założyli osadę Malaka. U jej podnóży znajduje się Alcazaba i Teatr Rzymski.
Ale jeśli masz ochotę na coś mniej oczywistego, idź dalej.
Za Gibralfaro zaczyna się dzielnica La Victoria, jedna z najstarszych w mieście, choć przez większość odwiedzających zupełnie pomijana. W XIX wieku mieszkali tu krawcy, drobni handlarze, właściciele warsztatów, urzędnicy. Ludzie, którzy bardzo dbali o wygląd i chcieli uchodzić za bardziej uprzywilejowanych… nawet jeśli ich codzienność była dużo skromniejsza. Jedli głównie małże – wtenczas był to tani produkt kojarzony z biedotą — i stąd wzięła się żartobliwa nazwa dzielnicy: „chupitira” (od hiszpańskich chupar – ssać i tirar – wyrzucać). „Ssij, zjedz, wyrzuć muszlę, ale wyglądaj jak ktoś z wyższej klasy” – trochę o to chodziło. To właśnie tu, tuż nad dzielnicą, zaczyna się wejście na Monte Victoria, znane też jako Cerro San Cristóbal. To propozycja dla osób, które chcą trochę dłużej powędrować, ale też bez przesady, fakt, trasa jest bardziej stroma, ale do przejścia. A nagroda? Jeden z najlepszych zachodów słońca w Maladze. Z punktu widokowego widać całe miasto, Morze Śródziemne i okoliczne góry.
Fundación Picasso Casa Natal lub odwiedź Muzeum Picasso
Ostatnio mieliśmy okazję mieszkać zaledwie kilkanaście metrów od domu, w którym urodził się Picasso. Mijanie tej kamienicy praktycznie codziennie było dla nas ciekawym odczuciem. Nie było by dla każdego, fakt, ale my sztukę lubimy, a doświadczyć trochę życia w jakim poruszał się mały Picasso, poczuć atmosferę placu przy którym mieszkał, to może nie cofnięcie się w czasie do jego życia, ale i tak niesamowite doświadczenie.
Teraz kamienica została odnowiona, i nie wygląda, jak wtedy, kiedy mieszkał w niej Pablo, ale i tak zaczyna się wtedy bardziej rozumieć i czuć jego historię. Ktoś powie: „Przecież mieszkał tu tylko kilka pierwszych lat”. To prawda. Ale to właśnie te lata są kluczowe. To wtedy kształtuje się wrażliwość, sposób patrzenia na świat, emocje. To co przeżył w Maladze, postawiło fundament pod to, jakim Pablo stał się człowiekiem w przyszłości. I dzięki temu możemy go bardziej zrozumieć, jak i jego sztukę.
Fundación Picasso – Casa Natal to mieszkanie, w którym artysta się urodził. To miejsce bardziej kameralne, osobiste, pozwalające wejść odrobinę w jego biografię, rodzinne historie i początki kariery. Spacerując po pokojach, łatwo sobie wyobrazić małego Pablo bawiącego się przy oknie, nieświadomego tego, jak wielkim artystą kiedyś zostanie. Z kolei Muzeum Picasso to już solidna dawka sztuki. Prace, które pokazują, jak zmieniał się jego styl, jak eksperymentował i jak bawił się formą. Jeśli lubisz sztukę współczesną, to nie będziesz rozczarowany.
Castillo de Gibralfaro i Alcazaba de Málaga
Jeśli jest w Maladze miejsce, które najlepiej pokazuje, jak wiele warstw historii nakłada się tu na siebie, to właśnie ten duet: Castillo de Gibralfaro i Alcazaba de Málaga. Dwa poziomy jednego systemu obronnego, dwie epoki.
Gibralfaro stoi na szczycie wzgórza, które już Fenicjanie wykorzystywali jako punkt orientacyjny. Stała tu latarnia morska i od niej wzięła się nazwa Jbel-Faro, czyli „góra latarni”. To miejsce od zawsze miało znaczenie strategiczne. Kto kontrolował wzgórze, kontrolował miasto i port.
Niżej, bliżej centrum, znajduje się Alcazaba – pałacowo-obronna twierdza z XI wieku. Zbudowana na fundamentach wcześniejszych fortyfikacji fenicko-punickich, była sercem dawnej islamskiej Mālaqi. I choć dziś widzimy mniej niż połowę dawnego kompleksu, nadal robi ogromne wrażenie. Podwójne mury, liczne baszty, zakamarki, dziedzińce, wszystko zaprojektowane tak, by zmylić wroga i jednocześnie oferować mieszkańcom odrobinę piękna i wytchnienia.
Tuż obok stoi Teatro Romano, przed nim, gmach renesansowy Palacio de la Aduana, a nad nią góruje arabski Gibralfaro. Trzy epoki w jednym miejscu.
Obejrzyj pokaz Flamenco
Flamenco najlepiej zobaczyć właśnie tutaj, w Andaluzji. To jej kolebka. Powstało z mieszanki kultur: andaluzyjskiej, romskiej, żydowskiej i arabskiej. I na początku wcale nie było widowiskiem dla turystów. Było przede wszystkim wyrazem emocji ludzi, którzy nie mieli łatwego życia. Sposobem na opowiedzenie historii, której nie dało się wypowiedzieć zwykłymi słowami. Pokazanie buntu przeciwko niesprawiedliwemu życiu.
Dziś flamenco jest symbolem południowej Hiszpanii i częścią tutejszej tożsamości. W Maladze znajdziesz tablaos, małe sceny, gdzie muzycy, śpiewacy i tancerze występują z taką energią, że trudno oderwać wzrok. Warto pójść chociaż raz, ale żeby naprawdę poczuć Andaluzję.
Rejs po zatoce
Od strony wody Malaga wygląda zupełnie inaczej. Rejs po zatoce to prosty sposób, żeby zobaczyć panoramę miasta, port, Castillo de Gibralfaro, plaże i wzgórza z zupełnie innej strony. Wybierz rejs o zachodzie słońca, jeśli chcesz poczuć Malagę z takim trochę filmowym klimatem. Delikatny wiatr, ciepłe światło, a w tle palmy i sylwetki wzgórz… naprawdę warto.
Zjedź churros
Jeśli jest jedna rzecz, która w Andaluzji jest absolutnym must eat, to są to churros. A w naszym przypadku… codzienny rytuał. Serio, kiedy jesteśmy w Andaluzji, wracamy do domu ciężsi o co najmniej dwa kilo. W Maladze (i w całej Andaluzji) churros wyglądają trochę inaczej niż te, które znasz z Madrytu czy północy Hiszpanii. Są grube, zawijane i w zasadzie mają swoją własną nazwę: tejeringos. Ale w menu zwykle znajdziesz je często pod klasyczną nazwą churros, więc nie ma szans, że zamówisz coś nie tak. Obowiązkowo jedz je maczając w gorącej, gęstej czekoladzie.
A jeśli chcesz spróbować tych najlepszych w Maladze, polecamy Los Valle Churros, bo nie da się stamtąd wyjść niezadowolonym (ani głodnym).
Odwiedź katedrę
Malagueños o swojej katerze mówią „La Manquita”, czyli „Jednoręka dama”, bo jej druga wieża nigdy nie została ukończona. Świątynia stoi dokładnie w miejscu dawnego wielkiego meczetu, którą królowie katoliccy — Izabela i Ferdynand — kazali przekształcić w kościół zaraz po zdobyciu miasta w 1487 roku. Budowa katedry ruszyła w 1528 roku i… trwała ponad 250 lat. Efekt? Architektoniczna mozaika: trochę gotyku, mnóstwo Renesansu (to on tu gra pierwsze skrzypce), do tego barokowe dodatki z XVIII wieku.
Katedra była przez lata jednym z najwyższych budynków w całej Andaluzji — tylko Giralda w Sewilli przewyższała ją wieżą. Jej sklepienia należą dziś do najwyższych w Europie i kiedy podnosisz wzrok do góry, czujesz to „wow” w swojej głowie.
Zrelaksuj się na La Malagueta
La Malagueta to najpopularniejsza i najbliższa centrum plaża w Maladze, idealna, jeśli masz ochotę na chwilę oddechu między zwiedzaniem Alcazaby a spacerem po Muelle Uno. Jest długa, piaszczysta i zawsze tętni życiem, chociaż jak widzisz na zdjęciach pod koniec listopada jest tu przyjemniej, bo puściej. Są tu place zabaw, siłownie na świeżym powietrzu. Sporo ławek, które jednak zwykle są całkowicie zajęte i to nie przez turystów. Możesz tu odpocząć, poleżeć na ręczniku, wypić coś zimnego w jednym z chiringuitos albo po prostu posiedzieć, patrząc na morze i statki wpływające do portu. Czym są chiringuitos? To typowe hiszpańskie bary przy plaży, które ciągną się wzdłuż plaży w Maladze i jest ich od koloru do wyboru.
Spacer i zakupy na calle Marques de larios
Calle Larios to absolutne serce Malagi i jedna z najpiękniejszych ulic XIX-wiecznych w całej Hiszpanii. Są tu butiki, znane marki i ceny, które potrafią przypomnieć, że to jedna z droższych ulic handlowych w kraju. Ale szczerze? Nie o zakupy tu chodzi. Najważniejsza jest atmosfera. To tu, w 2002 roku, otwarto miejski deptak, który zapoczątkował ogromną rewitalizację całego historycznego centrum. I dziś, czy idziesz tu po zakupy, czy po prostu chcesz poczuć klimacik miasta, trudno nie zachwycić się tym miejscem. Ludzie u nie tylko przychodzą na zakupy. My trafiliśmy na przykład na turniej szachowy, odbywający się na ławkach, a innym razem Stitch i bałwanek z Krainy Lodu zabawiali przechodniów. A jeśli trafisz tu zimą… to już w ogóle jest magia. Calle Larios w okresie świątecznym jest przepięknie oświetlona.
Zobacz arenę byków
Plaza de Toros de La Malagueta, arena byków w Maladze, to budynek, który od razu przyciąga wzrok przez jasną fasadę i charakterystyczny, okrągły kształt. Architektura, która od lat jest symbolem hiszpańskiej tradycji, niezależnie od tego, co o niej myślimy.
I tutaj od razu dodam:
osobiście jesteśmy przeciwni walkom byków. Co już wielokrotnie mówiliśmy.
Nie popieramy tej formy rozrywki i nie traktujemy jej jako atrakcji. Jednocześnie… trudno odmówić temu miejscu historycznego znaczenia. Cała otoczka — stroje toreros, muzyka, te całe zasady, cała złożona etykieta — to element kultury, który od wieków jest mocno wpisany w to, czym była Hiszpania. Pierwszą corridę zorganizowano tu w 1876 roku i było to wydarzenie z wielką pompą, z udziałem trzech słynnych toreros i byków z hodowli Murube, która co ciekawe istnieje do dzisiaj.
Arena ma też swoją trudniejszą kartę historii. Podczas hiszpańskiej wojny domowej i później służyła jako miejsce przetrzymywania jeńców i uchodźców. Dziś chroniona jest jako zabytek i element hiszpańskiego dziedzictwa. Warto podejść, zobaczyć budynek z zewnątrz, lub wejść do muzeum znajdującego się na terenie areny.
Hammam Al Ándalus Baños Árabes
Jeśli przyjeżdżasz do Andaluzji nie tylko po zwiedzanie, ale po czysty relaks, to Hammam Al Ándalus jest strzałem w dziesiątkę. To piękne, arabskie łaźnie w samym centrum miasta, gdzie możesz wskoczyć do gorących i zimnych basenów, skorzystać z masażu i totalnie odciąć się od wszystkiego. Klimat jest niesamowity. Pachnące olejki, półmrok, mozaiki i wrażenie, że cofnęłaś się o kilka stuleci. Idealny reset po intensywnym dniu.
Wypad na Gibraltar
Gibraltar jest tak blisko, że szkoda nie wybrać się tam chociaż na jeden dzień. Jeśli cię to interesuje, to nie martw się, wejdziesz do Gibraltaru na sam dowód osobisty.
Na ulicach miesza się angielski z hiszpańskim, znajdziesz tu czerwone budki telefoniczne jak w Londynie, a na samym szczycie Skały Gibraltarskiej czekają małpki (czasem trochę zbyt towarzyskie!). No i te widoki… z góry zobaczysz Cieśninę Gibraltarską, Afrykę i kawał przepięknego wybrzeża. To miejsce, które robi wrażenie i zdecydowanie warto je zobaczyć na własne oczy.
Caminito del Rey
My byliśmy zachwyceni, bo natura jest tam tak spektakularna, że aż trudno ją opisać. Szlak prowadzi przez wąwóz, nad turkusową wodą, po wiszących kładkach zawieszonych wysoko nad ziemią. I chociaż kiedyś była to najniebezpieczniejsza ścieżka świata, dziś jest w pełni zabezpieczona i dostępna dla każdego, kto nie ma lęku wysokości i nie boi się otwartych przestrzeni. To miejsce, do którego z chęcią wrócimy, bo widoki są po prostu oszałamiające.
Interesuje cię Andaluzja? Zobacz również: