W Mdinie jest cicho. Naprawdę cicho. Przynajmniej wtedy, kiedy wyszliśmy kawałek dalej od głównej bramy. Przy wejściu było jeszcze sporo ludzi, ale wystarczyło przejść kilka uliczek, żeby nagle zostało ich tylko kilkanaście. Ktoś gdzieś gwizdał. Ktoś inny coś powiedział, ale tak cicho, że bardziej się tego domyślałam, niż słyszałam. Za to końskich kopyt nie dało …









