Gibraltar był jednym z tych miejsc, które zawsze wydawały mi się fajne i fascynujące. Bo jak to możliwe, że nagle jedziesz sobie przez Andaluzję, mijasz białe miasteczka, palmy i hiszpańskie bary, a chwilę później znajdujesz się… w brytyjskim terytorium z czerwonymi budkami telefonicznymi i angielskim śniadaniem? I jeszcze te małpy spacerujące po skale. Dobra wiadomość …




