W Marsaxlokk było już spokojnie. Był październik, słońce powoli zachodziło, a w porcie zostało tylko kilka osób. Kilkanaście siedziało jeszcze pod parasolami w restauracjach i popijało drinki. Ktoś krzątał się przy większych łodziach, coś wnosił, coś sprzątał, pewnie przygotowując je na kolejny dzień. I wiało jak diabli. Nawet mikrofon schowany pod tą futrzaną osłoną, którą …










